Gabriel podzielił się z nami swoją historią. Poznaj ją!
Nazywam się Gabriel Sonczek, mam 38 lat. Jeszcze kilka lat temu moje HbA1c wynosiło 78 mmol/mol (9,3%). Cukrzyca typu 2, insulina, tabletki, nadwaga i ciągłe zmęczenie. Do tego styl życia, który nie sprzyjał zdrowiu. Papierosy i alkohol były obecne i dokładały swoje do problemów, z którymi się mierzyłem. Każdy dzień wyglądał podobnie. Kontrola, pilnowanie się, strach o przyszłość i to ciche poczucie, że organizm powoli się psuje. W pewnym momencie dotarło do mnie, że jeśli nic nie zmienię, to ta historia skończy się dokładnie tak, jak u tysięcy innych osób. Powikłaniami. Ograniczeniami. Coraz mniejszą przestrzenią na normalne życie.

Foto: archiwum prywatne Gabriela Sonczka
Nie było żadnego spektakularnego przełomu. Była jedna decyzja. Spróbuję ruszyć ciało i zobaczę, co się stanie. Na początku ruch był tylko narzędziem. Sposobem, żeby poprawić cukry i poczuć, że mam na coś wpływ. Z czasem stał się czymś, co zaczęło porządkować całe moje życie.
Pewnego dnia przebiegłem swoje pierwsze 10 kilometrów. Jeszcze niedawno wydawało się to kompletnie nierealne. Kiedy się udało, w głowie pojawiło się jedno pytanie: co dalej. Nie z ambicji. Z ciekawości. Jak daleko można zajść, jeśli robi się coś regularnie. Coraz więcej było też roweru. Długie jazdy, spokojne kręcenie, godziny w ruchu. Rower szybko stał się filarem mojego zdrowia. Poprawiał metabolizm, stabilizował cukry i jednocześnie porządkował głowę. To właśnie na rowerze zrozumiałem, że ruch nie musi być walką. Może być czymś, do czego się wraca.

Foto: archiwum prywatne Gabriela Sonczka
Z czasem naturalnie pojawił się triathlon. Najpierw krótsze dystanse, a potem pełny Ironman. Klasyczny Ironman to 3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze i maraton na koniec. Wielogodzinny wysiłek, który wymaga nie tylko formy, ale też planowania, regeneracji i uważności na sygnały z ciała. Kolejnym etapem był Double Ironman. Dystans podwójny: 7,6 km pływania, 360 km na rowerze i 84 km biegu. Coś, co jeszcze kilka lat wcześniej było dla mnie czystą abstrakcją. Ten start był dla mnie szczególny również dlatego, że ukończyłem go na 4. miejscu w klasyfikacji generalnej i wygrałem swoją kategorię wiekową.

Foto: archiwum prywatne Gabriela Sonczka
Nie piszę o tym, żeby kogokolwiek onieśmielić. Te liczby są tylko symbolem. Dowodem na to, jak bardzo potrafi zmienić się organizm, kiedy przestajesz być bierny i zaczynasz działać konsekwentnie. Najważniejsze wydarzyło się wcześniej. W momencie, kiedy ruch stał się regularny. Wtedy zaczęły poprawiać się wyniki, samopoczucie i codzienne funkcjonowanie. W 2023 roku w dokumentacji medycznej pojawił się zapis o remisji cukrzycy typu 2.
Co ważne, ta droga nie odbywała się pod parasolem aprobaty lekarzy. Wręcz przeciwnie, przez długi czas słyszałem, że tak duży wysiłek fizyczny nie jest dla mnie wskazany. Mimo to obserwowałem swój organizm, regularnie robiłem badania i krok po kroku sprawdzałem, na co naprawdę mnie stać.
Dziś wiem jedno. Największym problemem w cukrzycy typu 2 nie jest brak wiedzy. Jest nim poczucie, że jest już za późno. Że skoro tyle razy się nie udało, to nie ma sensu próbować jeszcze raz.
Jeśli jesteś w takim miejscu, chcę powiedzieć to wprost. Nie musisz robić Ironmana ani Double Ironmana. Nie musisz biegać 10 kilometrów ani jeździć setek kilometrów na rowerze. Masz znaleźć swój kolejny krok. Taki, który dziś wydaje się trudny, a za jakiś czas stanie się normalny. Ja za każdym razem po prostu sprawdzałem, co jeszcze jest możliwe. I dokładnie od tego wszystko się zaczęło.
Gabriel Sonczek

Foto: archiwum prywatne Gabriela Sonczka





















Masz swoją opinię na ten temat? Tu jest miejsce, gdzie możesz ją wyrazić! Pisz, komentuj i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będą tolerowane niecenzuralne wypowiedzi i wulgaryzmy.






