Strona główna Skanuj telefonem! FreeStyle Libre Forum dyskusyjne Facebook Twitter NK YouTube Instagram Snapchat RSS Kontakt
  1. Wiadomości
  2. O cukrzycy
  3. Porady
  4. Sprzęt i leki
  5. Więcej
  6. Przydatne
  7. O portalu
Niedziela, 15 września 2019 r. diabetyk24.pl
Accu-Chek Instant
Sklep dla diabetyków
OneTouch Reveal
Artykuły
O cukrzycy
Cukrzyca typu 2
Odżywianie
Pompy insulinowe
Monitoring glikemii
Glukometry
Nakłuwacze
Peny
Insuliny
DME obrzęk plamki
Ciekawostki

Dodaj komentarz
Opowiadania

I że cię nie opuszczę aż do śmierci...

Co to?! Budzik?! Przecież dopiero się położyłam! Zwlekam się powoli z łóżka, przy okazji zrzucając książkę od chemii, z którą spałam. Yyyyyh. Chyba jednak za szybko, bo znowu zobaczyłam te okropne mroczki przed oczami. Trzeba się śpieszyć. O 8:00 mam próbę. A potem ta okropna klasówka z chemii. Siedziałam nad nią całą noc, a dalej czuję w głowie tylko potylicę. Upsss. W coś wlazłam. Aha, to czekolada. Już pamiętam, jadłam ją w nocy przy nauce, bo gdzieś wyczytałam, że zawarty w niej magnez poprawia pracę mózgu. Ale odnoszę nieodparte wrażenie, że u mnie to działa zupełnie odwrotnie. Jeszcze bardziej byłam śpiąca.

Ale chce mi się pić. Ostatnio ciągle piję, ale te ogromne ilości płynów, które wypijam nie są w stanie zaspokoić mojego pragnienia. Zupełnie jakbym miała kaca. Teraz szybkie śniadanie: pół litra wody i jakaś kanapka w biegu. Na więcej nie ma czasu. Trzeba biec na autobus, bo Kaśka (pani od polskiego) będzie wściekła jak się spóźnię.

No tak, nie wyspałam się, ale to u mnie ostatnio normalne i na pewno to nie powód żeby się tak źle czuć. Chyba zaraz zemdleję. I jeszcze na dodatek stoimy w korku i nie mogę wysiąść z autobusu. Zresztą nie mogę sobie pozwolić na ten luksus, bo musiałabym się zwolnić ze szkoły, a beze mnie próba nie może się odbyć. I ta klasówka... To byłaby już druga nie zaliczona. Muszę wytrzymać!

Jaka miła pani! Ustąpiła mi miejsca. Jeśli wyglądam tak jak się czuję, to w sumie nie dziwię jej się. Jeszcze tylko 3 przystanki. Wdech-wydech. Wdech-wydech. Jeszcze 2...

Nigdy nie zauważyłam, że do szkoły mam pod górę. Jest to nachylenie chyba z 15 stopni, ale dzisiaj wydaje mi się nie do pokonania. A drzwi chyba sama nie dam rady otworzyć. Na szczęście ktoś idzie przede mną i mnie w tym wyręcza. O jak miło! Ochroniarz poszedł na papierosa. Posiedzę sobie na jego krześle przez chwilę. Muszę zebrać siły żeby wejść do auli na pierwsze piętro.

Kaśka jak zawsze w złym humorze. Każe mi poustawiać krzesła jak będą stały na przedstawieniu. Co ona myśli?! Że ja pamiętam?! Chyba mnie zaraz zabije, jeśli za chwile jej tego nie powiem, ale mój mózg pracuje w zwolnionym tempie. Nie mogę sobie przypomnieć. A przecież wczoraj byłam u pani od wolontariatu i pokazywała mi tę salę. Powiem cokolwiek, żeby się odczepiła. Lepiej sobie powtórzę chemię: etanol C2H5OH, metanol CH3OH... Cholera, czy te krzesła zawsze były tak ciężkie?

W końcu próba się skończyła. Tym razem obyło się bez ofiar. Biologia ciągnie się w nieskończoność. Musiałam wyjść kupić coś do picia, bo myślałam, że język przyklei mi się do podniebienia. W końcu przerwa. Siedzę w swojej ostatniej ławce, bo nawet nie mam siły się ruszyć. Wszyscy się zebrali przy telewizorze z przodu sali. Bardzo bym chciała pośmiać się z nimi, ale czuję się jakby wrośnięta w krzesło. Po prostu nie mam siły. Ostatnio tak jest cały czas...

Ostatnia przerwa przed klasówką, a dziewczyny uparły się żebym poszła do pielęgniarki. Strasznie się czuję, a wszyscy zaraz pomyślą, że symuluję przed klasówką. Ta pielęgniarka jest chyba niepoważna! Ja tu przyszłam, bo prawie mdleję, a ona mnie waży!!! No tak, schudłam. I co z tego? Pewnie przez to okropne żarcie na zimowisku. Trafne pytania zadaje. Zgadza się, ostatnio piję hektolitrami wodę i potem ciągle biegam do łazienki, ale to normalne skoro tyle piję. Chociaż w sumie to uciążliwe, bo w nocy wstaję, idę opróżnić pęcherz, znowu piję i idę dalej spać. Za 15 minut sytuacja się powtarza w takiej samej kolejności. Czasem przesadzę z ilością wody i wymiotuję. Co ona gada?! Cukrzyca?! U mnie?! Przecież to dziedziczne, a u mnie w rodzinie nikt nie chorował! Niech dzwoni po mamę i jedziemy do lekarza to wyjaśnić! Oczywiście klasówki nie napiszę i mam już drugą w plecy! Ale może mnie wyleczą w końcu i będzie mi się łatwiej uczyć, bo w tym stanie nie przyswajam żadnej wiedzy.

Ała!!! Czemu ona mi wbija igłę w palec?! I kapie moją krwią na jakieś urządzenie? Za chwilę na ekranie tej dziwnej machiny pojawia się liczba: 385. Pielęgniarka robi wielkie oczy i mówi, że czegoś takiego nigdy nie widziała. "To chyba mało w życiu widziałaś"- myślę sarkastycznie. Niech mi dadzą już spokój. Strasznie chce mi się spać. Prowadzą mnie znowu do gabinetu lekarskiego. Lekarz kiwa triumfalnie głową i orzeka: "Tak jak myślałem - cukrzyca. Proszę, oto skierowanie do szpitala."

Co oni się tak uwzięli na tą cukrzycę?! A może to prawda? Co to jest ta cukrzyca? Ok. pójdę do szpitala i mnie wyleczą. Co on mówi? Że to nieuleczalne?? Jak to?! Niemożliwe!!! Jeszcze w to nie wierzę, a łzy same mi już lecą po policzkach.

Wracam do domu po rzeczy i jadę do szpitala. Od usłyszenia "wyroku" interesują mnie tylko 2 rzeczy. Czy będę mogła się wspinać? I czy będę mogła oddać krew? Za 4 miesiące skończę 18 lat i spełnię swoje marzenie - oddam krew. Jeśli odpowiedź na te dwa pytania brzmi "tak" to ta choroba nie jest taka zła i na pewno da się z nią żyć. A teraz niech mi zrobią te badania szybko i położą gdzieś, bo zasypiam na stojąco.

Ale mnie urządzili. Leżę w jakiejś izolatce, z dwóch stron mam kroplówki. Czuję się jak na smyczy. Nie mogę nawet wstać. Zresztą i tak nie mam siły. I nie mam po co. Nie będę mogła się wspinać...Swoją krwią i szpikiem też się nie podzielę... Równie dobrze mogłabym już nigdy nie wychodzić ze szpitala. ... Mam wszystko gdzieś...

Oni w tym szpitalu są nienormalni!!! Ciągle przychodzą i przekłuwają mi palce. I mówią, ze od teraz już zawsze tak będzie. Codziennie. I jeszcze, że będę dostawać zastrzyki. To chyba jakiś koszmar, chcę się obudzić!!!

Po kilku dniach w szpitalu zrozumiałam, że mnie tu nie wyleczą. Że ja nie przyszłam do szpitala, żeby wyjść zdrowa. Ja już zawsze będę chora... Mam tutaj szkolenia o "tej" chorobie. Ale ja nie chcę się o "niej" uczyć, nie chcę się uczyć życia na nowo. Im mniej wiem, tym lepiej śpię. Każde słowo o "niej", wbija się we mnie jak grot strzały. I tkwi głęboko. Nie chcę wiedzieć!!! Mam dosyć!!! Jeszcze parę dni temu nie znałam "tej" choroby i byłam szczęśliwa!!! Od teraz już zawsze moje życie będzie się dzielić na "przed" i "po". Tego "po” na razie sobie nie wyobrażam. Ciągłe przestrzeganie godzin posiłków, ważenie każdej rzeczy, którą chcę zjeść, codzienne zastrzyki. Od teraz pierwsza myśl po przebudzeniu to: "czas zmierzyć cukier", a ostatnia to: "czy dałam dobrą dawkę insuliny i czy się obudzę". Tylko w moich snach jest jeszcze "przedtem". Tak boleśnie przegrałam z rzeczywistością...Zamykam się w świecie snów, tylko tam jestem zdrowa.

Na weekend dostałam przepustkę. Mogę jechać do domu. Ale jakoś mnie to nie cieszy. Już nic nie będzie jak kiedyś. Wszyscy się obchodzą ze mną jak z jajkiem. Obsesyjnie pilnują się, żeby nie zrobić przy mnie czegoś nieodpowiedniego (czekolada, która przed pójściem do szpitala leżała na środku mojego pokoju, dyskretnie została usunięta) lub nie powiedzieć czegoś, co mi przypomni, że jestem chora. Ale mi nie trzeba przypominać, ja pamiętam. Te wszystkie strzykawki, glukometry, glukagony, glukozy, wagi, wymienniki, insuliny, krzywe cukrowe, neuropatie, hiperglikemie, retinopatie, indeksy glikemiczne, mikroangiopatie, paski do glukometrów, neuropatie, peny, amputacje nóg... To mnie przerasta. O tym się nie da zapomnieć. To jest tak jak cień, nie zawsze go widzisz, ale wiesz, że on zawsze jest. I wiesz, że zawsze będzie.

Chciałabym to przeczekać, przespać i obudzić się, kiedy będzie już po wszystkim. Ale tak się nie da. I dlatego mam wytartą skórę w kącikach oczu. I łez mi już brakuje. Po weekendzie wracam do szpitala. Jeszcze tydzień. Nie cieszy mnie już nic. Nawet to, że wiosna przyszła przyjęłam obojętnie. Jestem zajęta zmienianiem moich pomysłów na życie, porzucaniem dotychczasowych planów. Nie będę już studiować medycyny, nie będę oddawać krwi, nie będę pomagać ludziom i nie będę już drużynową. Nie mogę być odpowiedzialna za kogoś, jeśli w każdej chwili mogę mieć niedocukrzenie i nie zdążyć na czas komuś pomóc. Nie mogę odpowiadać za kogoś, jeśli sama siebie nie jestem pewna. Zawsze byłam ostatnią osobą, o którą dbałam. Teraz ja muszę być na pierwszym miejscu. Czeka mnie nowa rzeczywistość. Powinnam dostawać teraz życzenia: "Powodzenia na nowej drodze życia"...A ta nowa droga już do końca prowadzi pod górkę i sypie piaskiem w oczy na każdym kroku. Moje życie i wszystkie plany rozsypały się na kawałki, a ja nie umiem ich poskładać.

Dzisiaj w szpitalu atrakcja. Przyszły studentki pielęgniarstwa na praktyki. Robią z nami wywiady, żeby napisać referat o naszych chorobach. Zadają nam takie absurdalne pytania! "Jak się czułaś po zachorowaniu?" Mam ochotę powiedzieć, że zrobiłam imprezę w domu z tej radości. Jakie to są wrażliwe dziewczyny. I jaka promieniuje od nich empatia!!! Właśnie stoją we dwie nade mną i jedna mówi: "O Boże! Ja to bym nie mogła tak nie jeść słodyczy. Hihihi". Co za wyczucie i takt!!! Jestem pod wrażeniem!

Znowu dostaję przepustkę. Tym razem na 2 godziny, żeby pójść na przedstawienie, które odbywa się w szpitalu. Co za paradoks! Ja byłam jego inicjatorką w ramach wolontariatu... I miałam tam grać razem z ludźmi z mojej klasy, którzy zgodzili się wystąpić. Włożyłam w to tyle pracy... A teraz muszę je oglądać od strony widowni.

Oczywiście się poryczałam, jak sobie pomyślałam, że powinnam być z nimi, a nie wśród chorych. Co za wyczucie czasu miała "ta" choroba... Depresji ciąg dalszy...

Nigdy się nie interesowałam specjalnie filozofią ani religią. Ale teraz zaczęło mnie interesować, dlaczego mnie to spotkało? Jak to wytłumaczyć? Czemu ja, a nie ta dziewczyna, co siedziała obok mnie tydzień temu w autobusie? Interesujące zagadnienie. I chyba nierozwiązywalne. A przynajmniej bezsensowne jest szukanie w tym kary za grzechy lub jakiejś życiowej nauki. I nawet nie mam jak sobie pomóc, jak złagodzić ból? Kiedyś się modliłam, ale teraz nie umiem... Nie mogę sobie wyobrazić, że Bóg stworzył cukrzycę i widząc, że to było dobre obdarzył nią człowieka... A może wyszła z puszki Pandory? Lub to zła karma z poprzednich wcieleń? Zresztą - wszystko jedno. Liczy się to, że jest tu i teraz ze mną. Nieuleczalna. Wszechobecna w każdej sferze życia.

I że to spotkało właśnie mnie! Mnie, chociaż panicznie boję się związków na całe życie. I nienawidzę słów: "nigdy" i "zawsze". A ona nigdy już mnie nie porzuci i będzie ze mną już zawsze. Nigdy bym nie pomyślała, że jej pierwszej powiem: "I że cię nie opuszczę aż do śmierci".


* Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi...

Opisałam wszystkie fazy wyróżniane przez psychologię, które przechodzi osoba po zachorowaniu na przewlekłą chorobę. Zabrakło tylko ostatniej fazy: akceptacji choroby. Ale mam nadzieję, że uda mi się doświadczyć także jej. Wtedy dokończę to opowiadanie.

Pozdrawiam.

Dominika

Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie polubcie nasz profil na FB!



reklama




Najnowsze komentarze [5]

Masz swoją opinię na ten temat? Tu jest miejsce, gdzie możesz ją wyrazić! Pisz, komentuj
i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będą tolerowane niecenzuralne wypowiedzi i wulgaryzmy.

~Arbas  IP: 81.190.7.xxx(2009-12-07 08:43:20)
Swietne!

~Sandra  IP: 78.8.88.xxx(2008-10-04 11:25:25)
ja też właśnie dużo pije, wlasnie nie chce mi sie pic tylko mi to smakuje te słodkość xDe i mama mi powiedziała, że moge miec cukrzyce, a mam 12 lat :( i musze z mama isc an badania??!! jak myslicie moge miec cukrzyce?? pisać na moim gg 12638956

~Milena  IP: 83.13.206.xxx(2007-05-07 17:04:07)
Bardzo smutne jest Twoje opowiadanie :( ale ja jednak trzymam mocno kciuki i wierze, że uda Ci się oswoić z chorobą. Wszyscy wiemy doskonale, że początki zawsze są najtrudniejsze. A na druga część opowiadania już pora!!!!! Głowa do góry :)

~cukiereczek  IP: 83.28.132.xxx(2007-04-14 19:59:13)
Już dawno czytałam to opowiadanie i nadal czekam na druga część nie ma co sie załamywać, z cukrzycą można żyć normalnie, mam nadzieje, że będzie ona w końcu twoją "przyjaciółką" a nie "wrogiem" z którym musisz żyć.

~Piotrek  IP: 83.27.128.xxx(2007-03-10 08:21:27)
Nie wiem kiedy to pisalas ale mysle, ze juz powinnas napisac do tego opowiadania zakonczenie... optymistyczne!!!


Powrót Do góry



mojacukrzyca.org - Opowiadania: I że cię nie opuszczę aż do śmierci...
Jeżeli na tej stronie widzisz błąd lub masz uwagi, napisz do nas.


Dana Diabecare R
Contour Plus One
Newsletter
Przydatne
Informacje
Ogłoszenia
Sklep dla diabetyków
Kącik literacki
Wszystko o Accu-Chek
Specjalista radzi
DiABEtyK
Polecamy
Na komputer i telefon
Ministerstwo Zdrowia
Światowy Dzień Cukrzycy
Cukrzyca tamtych lat
O portalu

Redakcja portalu | Napisz do redakcji | Newsletter | O portalu | Media o portalu | Linki | Partnerzy | Nasze bannery | Logo do pobrania | Patronat medialny
Portal mojacukrzyca.org ma charakter jedynie informacyjny. Wszelkie decyzje odnośnie leczenia muszą być podejmowane w porozumieniu z lekarzem i za jego zgodą.
Portal jest prowadzony przez osobę fizyczną wyłącznie w celach osobistych. | Copyright © mojacukrzyca.org 2001-2019 Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Ostatnia modyfikacja: Piątek, 13 września 2019 r.

Zadaj pytanie on-line